Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 4



            Wybiła północ, Ada leżała w łóżku udając, że śpi. Wpatrywała się w zdjęcie rodziców, nie wiedziała, kiedy ich następnym razem spotka. Za kilka dni… tygodni… miesięcy…
Dziewczyna nie mogła się na niczym skupić, była tak przejęta i zasmucona, że nie wiedziała, co robić. Rodzice jeszcze nie spali, więc nie mogła wstać. Leżała tylko jak przykuta do łóżka. Teraz wszystko wydawało jej się obojętne. Czy życie ma jakikolwiek sens? O co w nim właściwie chodzi? Zadawała pytania sama sobie.
Nagle światło zgasło… Rodzice Ady poszli spać. Jeszcze kilka minut… I dziewczyna będzie mogła wstać, napisać list, dokończyć pakowanie i wyjść… na długo, uciec…  Jaki jest sens w tym wszystkim? Przecież oni i tak ją znajdą… Po tym, jak zaginął Bartek nie dadzą jej spokoju – te myśli wciąż krążyły dziewczynie w głowie, chociaż próbowała je powstrzymać. Nie może się poddać! Przecież wtedy wszystko przepadnie! Ten ból, który musiała znosić przez dwa lata ma pójść na marne? Nie! Musi uciec! Już nie ma odwrotu – tak zdecydowała, po czym wstała z łóżka i zaczęła się pakować.
Nie za bardzo wiedziała, co ma ze sobą zabrać. Zaczęła od koca i poduszki, która była przesiąknięta od jej łez. Wsadziła do plecaka jeszcze ulubionego pluszowego kotka, kilka książek, latarkę, parasol, część ubrań… No właśnie! A gdzie spakować resztę ciuchów? – pomyślała i po chwili wolnym i bezszelestnym krokiem zeszła na dół. Z szafy wyjęła jeszcze dwie duże torebki i poszła na górę, teraz nie zwracając już  takiej uwagi na ciszę. Jej rodzice na pewno spali.
Do pierwszej torby spakowała te ubrania, które nie zmieściły się w plecaku. Niestety wtedy była już całkowicie zapchana, więc trzeba było przejść do pakowania drugiej. Do tej torebki wsadziła zapałki i zapalniczkę do rozpalania ogniska na polanie. Dorzuciła też telefon, no i oczywiście klucze. O czym zapomniała? Zupełnie nie miała pojęcia… O nie! Już druga trzydzieści, musi się pośpieszyć. Wyjrzała przez okno, widać było zbliżającego się Michała. Przyszedł… przyszedł zgodnie z tym, co mówił – pół godziny wcześniej… Ona nie była jeszcze w ogóle gotowa! Szybko, musi się pośpieszyć!
Adzie zrobiło się strasznie głupio, że Michał stoi sam na polu, pewnie marznie… Szybko pobiegła na dół i otworzyła drzwi.
- Michał! Chodź, musisz mi pomóc! Jestem jeszcze niegotowa! – zawołała dziewczyna przez szeroko otwarte drzwi.
- Dobrze, już dobrze. Możemy wyjść nawet o piątej nad ranem… - zaczął mówić chłopak lecz Ada mu przerwała.
- Nie… nie możemy. Wtedy nie dążysz wrócić do domu, zanim twoi rodzice nie wstaną, a wtedy…Wtedy wszystko pójdzie na marne.. Wszyscy się dowiedzą… - powiedziała dziewczyna stanowczym, lecz również niepewnym głosem.
- O to się nie martw, dziś jest przecież sobota. Moi rodzice wstają zawsze po tym, jak wyjdę z domu. Nie zauważą, że nie ma mnie od kilku godzin. A… właśnie, mam coś dla ciebie! – pocieszył ją Michał, a mówiąc o niespodziance sam się rozchmurzył. Z małego plecaczka, który miał ze sobą wyjął przenośną ładowarkę do telefonu. Było to nie duże czarne pudełeczko, z wystającym kablem. – Myślę, że ci się może przydać. W tej skrzynce są baterie, które ładują się od słońca. Nie wiedziałem, co jeszcze mogę ci dać, ale jak będziesz  czegoś potrzebować, to powiedz.
- Dziękuję Michał, jesteś taki kochany. Mam nadzieję, że już nic więcej nie będę potrzebować, bo spakowałam plecak i dwie torby. Wciąż mam jednak wrażenie, że o czymś zapomniałam…
- Pokaż, co wzięłaś, może wtedy coś przyjdzie mi do głowy – chciał pomóc chłopak. Ada nie odmawiając poprosiła go, aby poszedł z nią na górę do jej pokoju. Dała mu plecak i dwie torby. – O, widzę, że jesteś już porządnie spakowana. Tak na pierwszy rzut oka, wydaje mi się, że nie wzięłaś jedzenia i picia.
- Och, jak dobrze, że mi przypomniałeś, zupełnie zapomniałam… Jak to ja… Nigdy nic nie umiem porządnie zrobić. O nie! Jest już wpół do czwartej!  Muszę szybko napisać list pożegnalny. Przecież nie mogę odejść bez żadnej wiadomości… Michał, a co, jak to wszystko nie wyjdzie? Co, jeżeli rodzice mnie znajdą? – powiedziała Ada ledwo powstrzymując się od płaczu.
- Nawet tak nie mów, wszystko się uda. Ja zabiorę dla ciebie jakieś jedzenie, a ty pisz list. Tak będzie szybciej.
- Dobrze – odparła cicho i posłusznie dziewczyna.
„Drodzy rodzice, chciałam was przeprosić za moje zniknięcie…” – zaczęła pisać, lecz stwierdziła, że to nie ma sensu. Skreśliła wszystko i zaczęła od początku: „Mamo, tato, nawet nie próbujcie mnie szukać, bo i tak mnie nie znajdziecie. Nie chcę przeprowadzki, to dla mnie za duży ból. Może teraz to zrozumiecie, bo wcześniej nie mogliście tego pojąć…” – to też uznała za złe. Skreśliła i zaczęła od początku. Po kilku nieudanych próbach do pokoju wszedł Michał. Spytał Ady, czy już udało jej się napisać pożegnanie. Ona prawie z pogardliwym uśmiechem pokazała mu całą pokreśloną kartkę. Wciąż nie miała pomysłu, jak napisać do rodziców. Nie chciała ich bardzo zranić, ponieważ wiedziała, że chcą się przeprowadzić ze względu na smutek i ból, który przywołują wspomnienia. Nie chciała ich smucić jeszcze bardziej, ale co miała zrobić? Oni jej nie rozumieli…
Michał pomógł dziewczynie w pisaniu listu do rodziców. Jego ostateczna forma wyglądała tak:
„Kochani rodzice.
Wiem, że nie ocenicie mojej decyzji dobrze, jednak nie miałam wyjścia, musiałam uciec. Nie chcę się przeprowadzać, to dla mnie zbyt duży ból, utrata zbyt wielu cennych osób i wspomnień. Wy tego nie rozumiecie. Nie dostrzegacie we wspomnieniach pozytywnych cech. Dla mnie są one jedyną pamiątką po Bartku i w przeciwieństwie do was, nie chcę ich stracić. Nie wiem, dlaczego mnie nie rozumiecie. Wspomnienia nie przynoszą przecież tylko bólu, możemy z nich czerpać radość i czuć, że osoba, którą wspominamy jest przy nas. Mam nadzieję, że teraz już mnie zrozumieliście, szkoda tylko, że nie mogliście tego pojąć od razu. Nawet nie próbujcie mnie szukać, bo na marne spędzicie wiele godzin. I tak mnie nie znajdziecie. Może wrócę… kiedyś… Kiedyś, jak dowiem się, że rezygnujecie z opuszczenia tego miejsca i nie zmienicie tej decyzji. Nie martwcie się o mnie. Poradzę sobie sama z życiem. Poznałam kogoś, kto przypomina mi starszego brata. On mi pomoże.
Ostatni raz całuję i uściskam:
Wasza Ada”


Pisząc ten list dziewczyna szlochała, zadając sobie wciąż pytania: Czy się uda? Co jak rodzice ją znajdą? A jak nic nieprzewidywanego się nie stanie, to czy już nigdy ma ich nie zobaczyć? Myślała tak i myślała, ale Michał jej przerwał.
- Ada, przykro mi to mówić, ale jest już za piętnaście piąta. Musimy za chwilę iść… - powiedział z zakłopotaniem.
- Prze… prze… przepraszam, zapomniałam – powiedziała dziewczyna usiłując zahamować łzy spływające jej po policzkach.
- Przecież to nie twoja wina, za co mnie przepraszasz? Lepiej się pozbieraj i chodźmy, zanim twoi rodzice się nie obudzą.
- Dobrze, już idę – powiedziała Ada cichutko i nadzwyczaj posłusznie.
Dziewczyna zarzuciła na ramiona plecak, wzięła list do ręki i… i pobiegła. Michał wziął dwie torby i biegł za nią. Po co się tak śpieszyła? Nie wiedział i nawet nie pytał…
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz