Był to jeden z
ładniejszych piątków października, słońce lekko świeciło, lecz można było
odczuć nie wielki wietrzyk, powolnie przesuwający cudowne liście, spadające z
kolorowych drzew. Można by uznać ten dzień za ideał, ale nie licząc wydarzeń
mających miejsce w domu i szkole.
Ada była
załamana, spacerowała wąską dróżką wśród liści mieniących się najróżniejszymi
odcieniami żółci, czerwieni i brązu. Było to w parku, kilka przecznic od
szkoły. Dziewczyna nie była w stanie w niej zostać, ponieważ każdy krok
przywracał coraz odleglejsze wspomnienia związane z Michałem. To był dla niej koszmar.
Nawet tu, w parku bezustannie o nim myślała. Ciągle przypominała sobie ich
rozmowę sprzed kilkunastu minut.
Przez całą
lekcję Ada z zachwytem i smutkiem zerkała na Michała, pod koniec on popatrzył
na nią, lecz wtedy dziewczyna zawstydziła się i szybko zwróciła wzrok na
nauczyciela. Na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Mimo tego czuła się
tak szczęśliwa i smutna za razem, że nawet nie da się tego opisać. Michał nigdy
wcześniej nie zwrócił na nią uwagi, albo ona po prostu tego nie dostrzegała i
chyba lepiej by było, gdyby tak pozostało. Wtedy może rozstanie ze szkołą nie
stanowiło aż takiego problemu dla Ady. Po lekcji dziewczyna podeszła do niego
i…
- Michał,
teraz już wiem, że nic nie mogę stracić, mówiąc ci o tym, bo dziś jeszcze tu
jestem, ale jutro, za tydzień, za miesiąc i nigdy więcej już mnie tu nie
będzie. Przeprowadzam się, więc chcę, żebyś wiedział tylko to, że przez te dwa
lata tylko ty się dla mnie liczyłeś i byłeś najważniejszy, jednak – Ada zaczęła
cicho szlochać - jednak ty mnie olewałeś… Chcę ci powiedzieć, że podobałeś mi
się odkąd cię pierwszy raz zobaczyłam, takiego uśmiechniętego i radosnego –
powiedziała dziewczyna z głębi serca, po czym wybiegła ze szkoły zalana łzami.
- Poczekaj,
stój!!! Nie możesz… - wołał Michał biegnąc za nią, lecz jego głos zagłuszał
dzwonek, a Ada już go nie widziała. Nie mógł nic zrobić, więc zwolnił i w końcu
zawrócił idąc na następną lekcję. Ciągle wyglądał za okno chcąc dowiedzieć się,
gdzie biegnie Ada i czy czasem nie wraca, lecz nic podobnego nie miało miejsca.
Po szkole
Michał zupełnie nie wiedział, gdzie pójść. Szukać Ady, czy dać jej spokój? Nie,
przecież musi ją jeszcze zobaczyć. Sprawił jej tyle przykrości przez te dwa
lata, nie mógł tego tak po prostu zostawić. Należały jej się przeprosiny i to
jakie. On przecież ją kochał i to dlatego nie był w stanie się do niej odzywać.
Już postanowił, poszuka jej i wyzna całą prawdę, a co jeśli zaboli ją to jeszcze
bardziej? Co jeśli wtedy przeprowadzka okaże się dla niej jeszcze większym
koszmarem? To nic, razem coś na to poradzą, o ile ona mu wybaczy. A co będzie
dalej, co będzie, jak się nie uda i Ada się wyprowadzi, czy kiedykolwiek
jeszcze ją zobaczy? Nie! Musi pójść jej poszukać i nie ma innej opcji! Na tym
postanowieniu zakończyły się zagmatwane i chwiejne przemyślenia Michała. Szybko
się ubrał i wybiegł ze szkoły, tłumacząc kolegom, że śpieszy mu się na trening.
-Dobrze, a
gdzie teraz? – mówił do siebie po cichu. – Może poszła do… No gdzie ona mogła
pójść??? A! Mam pomysł!!! A może jednak nie… - rozmyślał tak przez chwilę, aż w
końcu po prostu poszedł przed siebie, z nikłą nadzieją odnalezienia Ady.
Pierwsze
miejsce, do którego dotarł, to biblioteka publiczna, do której dziewczyna
często chodziła, lecz tym razem jej tam nie znalazł. Później poszedł nad
jezioro, ponieważ często spotykali się tam klasą i Ada mogłaby tam być, chcąc
powspominać dawne, piękne chwile. Jednak tam też jej nie znalazł. Po kilku nietrafnych
próbach zdał sobie sprawę z tego, że dziewczyny nie może być w miejscach, które
przypominały jej szczęście, bo chce jak najbardziej odsunąć się od wspomnień.
Nie chce pamiętać niczego…, niczego, co ma z nim związek. Po długich i
nieudanych poszukiwaniach Michał poszedł do parku, aby pomyśleć o zdarzeniach
mających miejsce tego dnia.
Szedł sobie
spokojnie, z głową spuszczoną w dół, nie patrząc na nic, tylko rozmyślając. Nie
wiedział nawet, w której części parku się znajduje, był pochłonięty myślami o
Adzie. Otaczał go zupełnie inny świat niż w rzeczywistości. Co jakiś czas
potrącił jakąś starszą panią z zakupami, czasami wchodził w małe dzieci
wracające ze szkoły, kilka razy wpadł prosto pod koła roweru, ciągle się
potykał o korzenie drzew wystające na ścieżkę, ale to go teraz nie obchodziło,
teraz liczyła się dla niego tylko Ada, tak jak on dla niej kiedyś.
Nagle, gdy
Michał wszedł w dziecko na hulajnodze i ocknął się na chwilę, usłyszał cichy
szloch, dobiegający zza drzew, podszedł kilka kroków bliżej, był już pewien, że
wie do kogo należy ten płacz i się nie mylił. Opierając się o drzewo, siedziała
skulona i zapłakana Ada. Trzymała w rękach album ze zdjęciami klasy i mocno
przytulała go do piersi. Na większości zdjęć Michał był zaznaczony czerwonym
serduszkiem. Chłopak wzruszył się tym widokiem i znów, tak jak kiedyś nie mógł
wydusić z siebie ani słowa. Ona była taka piękna, tak delikatna, jak figurka z
porcelany. Zaparło mu dech w piersiach. Podszedł tylko cicho i uronił jedną
niewinną łzę, która opadła na policzek Ady. Dziewczynka nagle podniosła głowę w
górę, lecz nie dostrzegła Michała stojącego za nią.
- Deszcz pada?
– zapytała cichutko, swym delikatnym, pełnym wdzięku i harmonijnym głosem.
- Nie, to ja –
usłyszała za sobą. Powoli się odwróciła i spojrzała na Michała swoimi
ogromnymi, lśniącymi od płaczu oczami. Miały one wyraz bardzo zdziwionych i
zawstydzonych. Dziewczyna zaniemówiła, nie miała słów. Po chwili ciszy znów
zaczęła szlochać, lecz Michał wziął ją w swoje ramiona.
- To wszystko
moja wina – wyznał chłopak z ogromnym żalem w głosie. – Przepraszam, że przeze
mnie musiałaś tyle cierpieć. Przepraszam, że tylko do ciebie nic nie mówiłem,
ale coś nie pozwalało mi się odezwać. Na początku nie wiedziałem dlaczego, lecz
z czasem zrozumiałem, że coś nas łączy, to nie mógł być przypadek. Ja nie
chciałem, nie chciałem cię zasmucać, proszę wybacz mi…
- Już cicho,
nic nie mów… – odrzekła Ada spokojnym, głębokim głosem, pochodzącym prosto z
serca. – Popatrz, ile miłość może nieść ze sobą bólu, jak potrafi ranić. Czyż
ona nie jest od tego, aby czynić człowieka szczęśliwym?
- Nie martw
się, już wszystko będzie dobrze – chciał ją pocieszyć Michał, lecz sam mówił to
z nieukrywanym smutkiem.
- Michał, to
nie o to chodzi, muszę się wyprowadzić i od tego już niema ratunku, rodzice nie
zgodzą się, żebym została… - powiedziała dziewczynka i znów zaczęła cichutko
płakać. Jej płacz wydawał się dla Michała być najpochmurniejszą melodią świata,
której wolałby już nigdy nie słyszeć.
- Nie płacz,
coś na to poradzimy. Nie można być źle nastawionym do świata – powiedział, choć
sam nie był dobrej myśli. Co robić??? – nieustannie powtarzało się w jego
myślach. Musi coś wymyślić, ale co?
- Michał…
Michał, ty już nic na to nie poradzisz… Życie jest takie smutne… Dlaczego??? –
dziewczynie cichutko i wciąż łkając udało się wydusić te słowa.
- Nie, nie
musi być takie. My możemy wszystko zmienić… Nie, nie odejdziesz, zostaniesz tu,
ze mną. Choćby nie wiem co, nie pozwolę ci… Nie możesz… - powiedział Michał z
żalem wpatrując się w zapłakane oczy Ady. Co on mógł zrobić?
Nastała chwila
zupełnej ciszy, którą przerywał tylko lekki szelest liści. Obaj nie wiedzieli,
co powiedzieć. Stali zupełnie sami na środku parku, nikt ich nie widział. Ada
wtulona w szerokie ramiona Michała. Dziewczyna po chwili uspokoiła się,
przestała płakać. Miała pomysł… Jaki? To wiedziała tylko ona…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz