Szukaj na tym blogu

sobota, 12 października 2013

Rozdział 2



Był to jeden z ładniejszych piątków października, słońce lekko świeciło, lecz można było odczuć nie wielki wietrzyk, powolnie przesuwający cudowne liście, spadające z kolorowych drzew. Można by uznać ten dzień za ideał, ale nie licząc wydarzeń mających miejsce w domu i szkole.
Ada była załamana, spacerowała wąską dróżką wśród liści mieniących się najróżniejszymi odcieniami żółci, czerwieni i brązu. Było to w parku, kilka przecznic od szkoły. Dziewczyna nie była w stanie w niej zostać, ponieważ każdy krok przywracał coraz odleglejsze wspomnienia związane z Michałem. To był dla niej koszmar. Nawet tu, w parku bezustannie o nim myślała. Ciągle przypominała sobie ich rozmowę sprzed kilkunastu minut.
Przez całą lekcję Ada z zachwytem i smutkiem zerkała na Michała, pod koniec on popatrzył na nią, lecz wtedy dziewczyna zawstydziła się i szybko zwróciła wzrok na nauczyciela. Na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Mimo tego czuła się tak szczęśliwa i smutna za razem, że nawet nie da się tego opisać. Michał nigdy wcześniej nie zwrócił na nią uwagi, albo ona po prostu tego nie dostrzegała i chyba lepiej by było, gdyby tak pozostało. Wtedy może rozstanie ze szkołą nie stanowiło aż takiego problemu dla Ady. Po lekcji dziewczyna podeszła do niego i…
- Michał, teraz już wiem, że nic nie mogę stracić, mówiąc ci o tym, bo dziś jeszcze tu jestem, ale jutro, za tydzień, za miesiąc i nigdy więcej już mnie tu nie będzie. Przeprowadzam się, więc chcę, żebyś wiedział tylko to, że przez te dwa lata tylko ty się dla mnie liczyłeś i byłeś najważniejszy, jednak – Ada zaczęła cicho szlochać - jednak ty mnie olewałeś… Chcę ci powiedzieć, że podobałeś mi się odkąd cię pierwszy raz zobaczyłam, takiego uśmiechniętego i radosnego – powiedziała dziewczyna z głębi serca, po czym wybiegła ze szkoły zalana łzami.
- Poczekaj, stój!!! Nie możesz… - wołał Michał biegnąc za nią, lecz jego głos zagłuszał dzwonek, a Ada już go nie widziała. Nie mógł nic zrobić, więc zwolnił i w końcu zawrócił idąc na następną lekcję. Ciągle wyglądał za okno chcąc dowiedzieć się, gdzie biegnie Ada i czy czasem nie wraca, lecz nic podobnego nie miało miejsca.
Po szkole Michał zupełnie nie wiedział, gdzie pójść. Szukać Ady, czy dać jej spokój? Nie, przecież musi ją jeszcze zobaczyć. Sprawił jej tyle przykrości przez te dwa lata, nie mógł tego tak po prostu zostawić. Należały jej się przeprosiny i to jakie. On przecież ją kochał i to dlatego nie był w stanie się do niej odzywać. Już postanowił, poszuka jej i wyzna całą prawdę, a co jeśli zaboli ją to jeszcze bardziej? Co jeśli wtedy przeprowadzka okaże się dla niej jeszcze większym koszmarem? To nic, razem coś na to poradzą, o ile ona mu wybaczy. A co będzie dalej, co będzie, jak się nie uda i Ada się wyprowadzi, czy kiedykolwiek jeszcze ją zobaczy? Nie! Musi pójść jej poszukać i nie ma innej opcji! Na tym postanowieniu zakończyły się zagmatwane i chwiejne przemyślenia Michała. Szybko się ubrał i wybiegł ze szkoły, tłumacząc kolegom, że śpieszy mu się na trening.
-Dobrze, a gdzie teraz? – mówił do siebie po cichu. – Może poszła do… No gdzie ona mogła pójść??? A! Mam pomysł!!! A może jednak nie… - rozmyślał tak przez chwilę, aż w końcu po prostu poszedł przed siebie, z nikłą nadzieją odnalezienia Ady.
Pierwsze miejsce, do którego dotarł, to biblioteka publiczna, do której dziewczyna często chodziła, lecz tym razem jej tam nie znalazł. Później poszedł nad jezioro, ponieważ często spotykali się tam klasą i Ada mogłaby tam być, chcąc powspominać dawne, piękne chwile. Jednak tam też jej nie znalazł. Po kilku nietrafnych próbach zdał sobie sprawę z tego, że dziewczyny nie może być w miejscach, które przypominały jej szczęście, bo chce jak najbardziej odsunąć się od wspomnień. Nie chce pamiętać niczego…, niczego, co ma z nim związek. Po długich i nieudanych poszukiwaniach Michał poszedł do parku, aby pomyśleć o zdarzeniach mających miejsce tego dnia.
Szedł sobie spokojnie, z głową spuszczoną w dół, nie patrząc na nic, tylko rozmyślając. Nie wiedział nawet, w której części parku się znajduje, był pochłonięty myślami o Adzie. Otaczał go zupełnie inny świat niż w rzeczywistości. Co jakiś czas potrącił jakąś starszą panią z zakupami, czasami wchodził w małe dzieci wracające ze szkoły, kilka razy wpadł prosto pod koła roweru, ciągle się potykał o korzenie drzew wystające na ścieżkę, ale to go teraz nie obchodziło, teraz liczyła się dla niego tylko Ada, tak jak on dla niej kiedyś.
Nagle, gdy Michał wszedł w dziecko na hulajnodze i ocknął się na chwilę, usłyszał cichy szloch, dobiegający zza drzew, podszedł kilka kroków bliżej, był już pewien, że wie do kogo należy ten płacz i się nie mylił. Opierając się o drzewo, siedziała skulona i zapłakana Ada. Trzymała w rękach album ze zdjęciami klasy i mocno przytulała go do piersi. Na większości zdjęć Michał był zaznaczony czerwonym serduszkiem. Chłopak wzruszył się tym widokiem i znów, tak jak kiedyś nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Ona była taka piękna, tak delikatna, jak figurka z porcelany. Zaparło mu dech w piersiach. Podszedł tylko cicho i uronił jedną niewinną łzę, która opadła na policzek Ady. Dziewczynka nagle podniosła głowę w górę, lecz nie dostrzegła Michała stojącego za nią.
- Deszcz pada? – zapytała cichutko, swym delikatnym, pełnym wdzięku i harmonijnym  głosem.
- Nie, to ja – usłyszała za sobą. Powoli się odwróciła i spojrzała na Michała swoimi ogromnymi, lśniącymi od płaczu oczami. Miały one wyraz bardzo zdziwionych i zawstydzonych. Dziewczyna zaniemówiła, nie miała słów. Po chwili ciszy znów zaczęła szlochać, lecz Michał wziął ją w swoje ramiona.
- To wszystko moja wina – wyznał chłopak z ogromnym żalem w głosie. – Przepraszam, że przeze mnie musiałaś tyle cierpieć. Przepraszam, że tylko do ciebie nic nie mówiłem, ale coś nie pozwalało mi się odezwać. Na początku nie wiedziałem dlaczego, lecz z czasem zrozumiałem, że coś nas łączy, to nie mógł być przypadek. Ja nie chciałem, nie chciałem cię zasmucać, proszę wybacz mi…
- Już cicho, nic nie mów… – odrzekła Ada spokojnym, głębokim głosem, pochodzącym prosto z serca. – Popatrz, ile miłość może nieść ze sobą bólu, jak potrafi ranić. Czyż ona nie jest od tego, aby czynić człowieka szczęśliwym?
- Nie martw się, już wszystko będzie dobrze – chciał ją pocieszyć Michał, lecz sam mówił to z nieukrywanym smutkiem.
- Michał, to nie o to chodzi, muszę się wyprowadzić i od tego już niema ratunku, rodzice nie zgodzą się, żebym została… - powiedziała dziewczynka i znów zaczęła cichutko płakać. Jej płacz wydawał się dla Michała być najpochmurniejszą melodią świata, której wolałby już nigdy nie słyszeć.
- Nie płacz, coś na to poradzimy. Nie można być źle nastawionym do świata – powiedział, choć sam nie był dobrej myśli. Co robić??? – nieustannie powtarzało się w jego myślach. Musi coś wymyślić, ale co?
- Michał… Michał, ty już nic na to nie poradzisz… Życie jest takie smutne… Dlaczego??? – dziewczynie cichutko i wciąż łkając udało się wydusić te słowa.
- Nie, nie musi być takie. My możemy wszystko zmienić… Nie, nie odejdziesz, zostaniesz tu, ze mną. Choćby nie wiem co, nie pozwolę ci… Nie możesz… - powiedział Michał z żalem wpatrując się w zapłakane oczy Ady. Co on mógł zrobić?
Nastała chwila zupełnej ciszy, którą przerywał tylko lekki szelest liści. Obaj nie wiedzieli, co powiedzieć. Stali zupełnie sami na środku parku, nikt ich nie widział. Ada wtulona w szerokie ramiona Michała. Dziewczyna po chwili uspokoiła się, przestała płakać. Miała pomysł… Jaki? To wiedziała tylko ona…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz