Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 4



            Wybiła północ, Ada leżała w łóżku udając, że śpi. Wpatrywała się w zdjęcie rodziców, nie wiedziała, kiedy ich następnym razem spotka. Za kilka dni… tygodni… miesięcy…
Dziewczyna nie mogła się na niczym skupić, była tak przejęta i zasmucona, że nie wiedziała, co robić. Rodzice jeszcze nie spali, więc nie mogła wstać. Leżała tylko jak przykuta do łóżka. Teraz wszystko wydawało jej się obojętne. Czy życie ma jakikolwiek sens? O co w nim właściwie chodzi? Zadawała pytania sama sobie.
Nagle światło zgasło… Rodzice Ady poszli spać. Jeszcze kilka minut… I dziewczyna będzie mogła wstać, napisać list, dokończyć pakowanie i wyjść… na długo, uciec…  Jaki jest sens w tym wszystkim? Przecież oni i tak ją znajdą… Po tym, jak zaginął Bartek nie dadzą jej spokoju – te myśli wciąż krążyły dziewczynie w głowie, chociaż próbowała je powstrzymać. Nie może się poddać! Przecież wtedy wszystko przepadnie! Ten ból, który musiała znosić przez dwa lata ma pójść na marne? Nie! Musi uciec! Już nie ma odwrotu – tak zdecydowała, po czym wstała z łóżka i zaczęła się pakować.
Nie za bardzo wiedziała, co ma ze sobą zabrać. Zaczęła od koca i poduszki, która była przesiąknięta od jej łez. Wsadziła do plecaka jeszcze ulubionego pluszowego kotka, kilka książek, latarkę, parasol, część ubrań… No właśnie! A gdzie spakować resztę ciuchów? – pomyślała i po chwili wolnym i bezszelestnym krokiem zeszła na dół. Z szafy wyjęła jeszcze dwie duże torebki i poszła na górę, teraz nie zwracając już  takiej uwagi na ciszę. Jej rodzice na pewno spali.
Do pierwszej torby spakowała te ubrania, które nie zmieściły się w plecaku. Niestety wtedy była już całkowicie zapchana, więc trzeba było przejść do pakowania drugiej. Do tej torebki wsadziła zapałki i zapalniczkę do rozpalania ogniska na polanie. Dorzuciła też telefon, no i oczywiście klucze. O czym zapomniała? Zupełnie nie miała pojęcia… O nie! Już druga trzydzieści, musi się pośpieszyć. Wyjrzała przez okno, widać było zbliżającego się Michała. Przyszedł… przyszedł zgodnie z tym, co mówił – pół godziny wcześniej… Ona nie była jeszcze w ogóle gotowa! Szybko, musi się pośpieszyć!
Adzie zrobiło się strasznie głupio, że Michał stoi sam na polu, pewnie marznie… Szybko pobiegła na dół i otworzyła drzwi.
- Michał! Chodź, musisz mi pomóc! Jestem jeszcze niegotowa! – zawołała dziewczyna przez szeroko otwarte drzwi.
- Dobrze, już dobrze. Możemy wyjść nawet o piątej nad ranem… - zaczął mówić chłopak lecz Ada mu przerwała.
- Nie… nie możemy. Wtedy nie dążysz wrócić do domu, zanim twoi rodzice nie wstaną, a wtedy…Wtedy wszystko pójdzie na marne.. Wszyscy się dowiedzą… - powiedziała dziewczyna stanowczym, lecz również niepewnym głosem.
- O to się nie martw, dziś jest przecież sobota. Moi rodzice wstają zawsze po tym, jak wyjdę z domu. Nie zauważą, że nie ma mnie od kilku godzin. A… właśnie, mam coś dla ciebie! – pocieszył ją Michał, a mówiąc o niespodziance sam się rozchmurzył. Z małego plecaczka, który miał ze sobą wyjął przenośną ładowarkę do telefonu. Było to nie duże czarne pudełeczko, z wystającym kablem. – Myślę, że ci się może przydać. W tej skrzynce są baterie, które ładują się od słońca. Nie wiedziałem, co jeszcze mogę ci dać, ale jak będziesz  czegoś potrzebować, to powiedz.
- Dziękuję Michał, jesteś taki kochany. Mam nadzieję, że już nic więcej nie będę potrzebować, bo spakowałam plecak i dwie torby. Wciąż mam jednak wrażenie, że o czymś zapomniałam…
- Pokaż, co wzięłaś, może wtedy coś przyjdzie mi do głowy – chciał pomóc chłopak. Ada nie odmawiając poprosiła go, aby poszedł z nią na górę do jej pokoju. Dała mu plecak i dwie torby. – O, widzę, że jesteś już porządnie spakowana. Tak na pierwszy rzut oka, wydaje mi się, że nie wzięłaś jedzenia i picia.
- Och, jak dobrze, że mi przypomniałeś, zupełnie zapomniałam… Jak to ja… Nigdy nic nie umiem porządnie zrobić. O nie! Jest już wpół do czwartej!  Muszę szybko napisać list pożegnalny. Przecież nie mogę odejść bez żadnej wiadomości… Michał, a co, jak to wszystko nie wyjdzie? Co, jeżeli rodzice mnie znajdą? – powiedziała Ada ledwo powstrzymując się od płaczu.
- Nawet tak nie mów, wszystko się uda. Ja zabiorę dla ciebie jakieś jedzenie, a ty pisz list. Tak będzie szybciej.
- Dobrze – odparła cicho i posłusznie dziewczyna.
„Drodzy rodzice, chciałam was przeprosić za moje zniknięcie…” – zaczęła pisać, lecz stwierdziła, że to nie ma sensu. Skreśliła wszystko i zaczęła od początku: „Mamo, tato, nawet nie próbujcie mnie szukać, bo i tak mnie nie znajdziecie. Nie chcę przeprowadzki, to dla mnie za duży ból. Może teraz to zrozumiecie, bo wcześniej nie mogliście tego pojąć…” – to też uznała za złe. Skreśliła i zaczęła od początku. Po kilku nieudanych próbach do pokoju wszedł Michał. Spytał Ady, czy już udało jej się napisać pożegnanie. Ona prawie z pogardliwym uśmiechem pokazała mu całą pokreśloną kartkę. Wciąż nie miała pomysłu, jak napisać do rodziców. Nie chciała ich bardzo zranić, ponieważ wiedziała, że chcą się przeprowadzić ze względu na smutek i ból, który przywołują wspomnienia. Nie chciała ich smucić jeszcze bardziej, ale co miała zrobić? Oni jej nie rozumieli…
Michał pomógł dziewczynie w pisaniu listu do rodziców. Jego ostateczna forma wyglądała tak:
„Kochani rodzice.
Wiem, że nie ocenicie mojej decyzji dobrze, jednak nie miałam wyjścia, musiałam uciec. Nie chcę się przeprowadzać, to dla mnie zbyt duży ból, utrata zbyt wielu cennych osób i wspomnień. Wy tego nie rozumiecie. Nie dostrzegacie we wspomnieniach pozytywnych cech. Dla mnie są one jedyną pamiątką po Bartku i w przeciwieństwie do was, nie chcę ich stracić. Nie wiem, dlaczego mnie nie rozumiecie. Wspomnienia nie przynoszą przecież tylko bólu, możemy z nich czerpać radość i czuć, że osoba, którą wspominamy jest przy nas. Mam nadzieję, że teraz już mnie zrozumieliście, szkoda tylko, że nie mogliście tego pojąć od razu. Nawet nie próbujcie mnie szukać, bo na marne spędzicie wiele godzin. I tak mnie nie znajdziecie. Może wrócę… kiedyś… Kiedyś, jak dowiem się, że rezygnujecie z opuszczenia tego miejsca i nie zmienicie tej decyzji. Nie martwcie się o mnie. Poradzę sobie sama z życiem. Poznałam kogoś, kto przypomina mi starszego brata. On mi pomoże.
Ostatni raz całuję i uściskam:
Wasza Ada”


Pisząc ten list dziewczyna szlochała, zadając sobie wciąż pytania: Czy się uda? Co jak rodzice ją znajdą? A jak nic nieprzewidywanego się nie stanie, to czy już nigdy ma ich nie zobaczyć? Myślała tak i myślała, ale Michał jej przerwał.
- Ada, przykro mi to mówić, ale jest już za piętnaście piąta. Musimy za chwilę iść… - powiedział z zakłopotaniem.
- Prze… prze… przepraszam, zapomniałam – powiedziała dziewczyna usiłując zahamować łzy spływające jej po policzkach.
- Przecież to nie twoja wina, za co mnie przepraszasz? Lepiej się pozbieraj i chodźmy, zanim twoi rodzice się nie obudzą.
- Dobrze, już idę – powiedziała Ada cichutko i nadzwyczaj posłusznie.
Dziewczyna zarzuciła na ramiona plecak, wzięła list do ręki i… i pobiegła. Michał wziął dwie torby i biegł za nią. Po co się tak śpieszyła? Nie wiedział i nawet nie pytał…
 

sobota, 12 października 2013

Rozdział 3



Ada pośpiesznie oderwała się od Michała i pobiegła, lecz teraz już nie była smutna i zalana łzami, tylko niemalże uśmiechnięta. Za nią biegł Michał, nie wiedział, gdzie i po co, lecz nie chciał znów słyszeć jej płaczu.
- Ada! Zaczekaj! – krzyczał za nią, lecz ona go nie słuchała i biegła dalej. – Gdzie biegniesz? – nie ustępował chłopak.
- Zobaczysz!!! – odpowiedziała nie ukrywając entuzjazmu.
- Ach… - mruknął pod nosem Michał.
Obaj biegli wciąż przed siebie, przebiegli cały park, a potem skręcili w prawo, kilka uliczek później w lewo. Gdzie byli? Czy Ada wie, jak wrócić? Dziewczyna nie miała już siły, więc zwolniła na chwilę i usiadła na ławce. Czy na pewno wiedziała, co robić? Już nie była taka szczęśliwa, nagle spod jej powiek wypłynęła łza, potem druga, trzecia, aż w końcu znów płakała.
- Co się stało… - zaczął pytać Michał, lecz Ada mu przerwała.
- Nic, nie pytaj, chodźmy dalej – powiedziała swoim delikatnym i kruchym głosem. Po czym wstała i poszła, spoglądając wciąż na ławkę, na której wcześniej siedziała, tak, jakby usiłowała coś sobie przypomnieć. Nie była w stanie pohamować łez spływających po jej policzkach. Coś było nie tak, przecież przed chwilą była jeszcze taka szczęśliwa… Michał wziął ją za rękę i odtąd szli razem. Ada powoli dochodziła do siebie, ale co się stało? Dlaczego znów zaczęła płakać? Nawet Michał nie mógł się domyślić.
- Czemu wcześniej płakałaś? Co się stało? – spytał chłopak, gdy Ada przestała szlochać.
- Nic… Nic ważnego, to… To tylko wspomnienia… - powiedziała ze smutkiem w głosie, po czym dodała, prawie płaczem – Michał, a co, jak się nie uda? Jak i tak się przeprowadzę…
Przystanęli na chwilę.
- Już cicho, wszystko będzie dobrze, nie martw się – powiedział Michał, kładąc rękę na policzku Ady.
Poszli dalej. Teraz w zupełnej ciszy. Nikt się nie odzywał, ulica była pusta. Po chwili zaczął padać deszcz, lecz oni nie zwracając na nic uwagi szli i szli, coraz dalej. Nie śpieszyli się, teraz czas nie był ważny. Liczyło się tylko to, aby plan przyniósł oczekiwane skutki. Plan, który znała tylko jedna osoba…  W końcu dziewczyna odezwała się.
- Już jesteśmy na miejscu. To jedyne miejsce, którego nikt prócz mnie nie zna. Zawsze przychodziłam tu, gdy coś mi nie wychodziło, lub byłam zasmucona, tak jak teraz, ponieważ tylko tu mogłam liczyć na zupełną ciszę i spokój – powiedziała Ada melancholijnym głosem.
- I co zamierzasz zrobić? – spytał Michał z podziwem oglądając otoczoną lasem, piękną, choć nie dużą łąkę. Na środku rosło kilka drzew. Na największym znajdował się prymitywny domek, a w zasadzie tylko malutka platforma z kilku zbitych desek. – Sama znalazłaś to cudowne miejsce?
- Tak, inaczej nie byłoby tu tak cicho i spokojnie, bo inni też by wiedzieli o jego istnieniu. Kiedyś, gdy byłam mała, starszy brat zabierał mnie często do tego lasu, pewnego razu zgubiłam się, miałam chyba sześć lat. Odnalazłam to miejsce, lecz wciąż nie wiedziałam, jak wrócić do domu. Potem usłyszałam, jak on mnie woła, bez zastanowienia pobiegłam w stronę, z której dobiegał głos. Znalazłam ścieżkę, lecz Bartka, bo tak miał na imię, już tam nie było i nigdy więcej go nie widziałam… - zaczęła mimowolnie szlochać, jej głos zamienił się w tak kruchy, cichy i smutny, jak nigdy dotąd.  – Wielokrotnie wychodziłam sama z domu, aby go poszukać, ale… A…a… ale… To na nic. Nie znalazłam go… Potem przypomniałam… Przypomniałam sobie to miejsce… Znalezienie go zajęło mi bardzo dużo czasu, lecz… lecz było warto. Teraz, ilekroć tu przychodzę, wydaje mi się… że mój ukochany brat tu jest i chce mnie pocieszyć… - w końcu nie mogła się powstrzymać i wybuchła płaczem.
- Nie płacz już, wszystko będzie dobrze, poukłada się… - powiedział Michał, przytulając Adę.
- Michał, ty… ty mi go tak bardzo przypominasz… - odezwała się dziewczyna sprawiając wrażenie tak słabej i bezbronnej, że oczy chłopaka stawały się coraz wilgotniejsze. – Nie mogę, nie mogę stracić jeszcze ciebie – Ada szepnęła mu do ucha bardziej stanowczym głosem.
Michał postawił dziewczynę prosto przed sobą, patrzył jej głęboko w oczy, a ona odwzajemniała to spojrzenie.
- Nie stracisz mnie, nawet, gdybyś miała pojechać na drugi koniec świata, ja i tak będę z tobą. Jak nie uda ci się zostać, odnajdę cię, mimo wszystko – Ada zaczęła płakać, lecz nie z żalu, tylko ze wzruszenia. Brat mówił jej to samo, jak była mała, lecz jemu nie udało się dotrzymać obietnicy. Czy Michałowi się to uda? Czy jego też ma stracić? W jej głowie w ciągu zaledwie kilu sekund przebiegło tyle myśli, że zatoczyła się lekko i upadła na ziemię. Michał pomógł jej wstać.
- Co się stało? – zapytał. – Może jest ci zimno, albo jesteś głodna, przecież prawie nic dziś nie jadłaś – powiedział, po czym wręczył swój płaszcz dziewczynie. – Lepiej już chodźmy, kupię ci coś do jedzenia. – Po drodze opowiesz mi jaki masz plan.
Chłopak wziął Adę na barana i poszedł. Czy na pewno wiedział jak wrócić? Nie, lecz wiedział, że idzie w dobrą stronę, nie znał dalszej drogi, ale i tak szedł, szedł coraz dalej. Bolały go plecy, nie wiedział, gdzie jest. Skręcił, czy idzie w dobrą stronę? Teraz już tego nie wiedział.
- Czy mogę zejść? – ku zdziwieniu Michała, odezwała się cicho dziewczyna. – Pomyliliśmy drogę, choć za  mną.
- Dobrze, przepraszam – westchnął chłopak.
Ada szła przodem, oddała już płaszcz Michałowi, widząc, że on marznie. Szła z niezwykłą pewnością siebie. Jej kroki wydawały się być tak lekkie, jakby leciała nad ziemią. Michał nie mógł się jej napatrzeć. Była taka piękna. Podszedł do niej i chwycił ją za rękę. Dalej szli razem.
- Czy powiesz mi, co zamierzasz zrobić, aby nie wyjechać?
- Tak, oczywiście, przepraszam, że zapomniałam. Pomyślałam sobie, żeby wymknąć się jutro z domu i ukryć się na jakiś czas na tej polanie lesie, którą ci pokazywałam. Tam jest mi dobrze, czuję, że mój starszy brat jest ze mną i chce dla mnie jak najlepiej. Ciągle, gdy zamknę tam oczy, to go widzę – powiedziała dziewczyna, której znów zanosiło się na płacz.  – Wiesz, dlaczego płakałam, gdy wstałam z ławki? – dodała po chwili, jak udało jej się uspokoić.
- Nie, nie wiem – odparł Michał.
- To dlatego, że przypomniałam sobie, jak wygłupiałam się tam z Bartkiem – mimo woli lekko się uśmiechnęła. – Było to w ostatni dzień, kiedy go widziałam – powiedziała, po czym znów posmutniała.
Michał się już nie odezwał, nie wiedział, co powiedzieć. Ada musiała tyle wycierpieć w życiu, a on wcześniej ranił ją jeszcze bardziej. Teraz już się nie dziwił, dlaczego tak często się rozklejała. Nagle ni z tego, ni z owego powiedział:
- To ze względu na twojego brata, rodzice chcą wyjechać?
- Tak. Oni nie wiedzą… Nie wiedzą, że wspomnienia mogą także rozweselać. Chcą się wyprowadzić, żeby zapomnieć… Zapomnieć o tym bólu, który ich dręczył po zaginięciu Bartka. Mnie też boli to, że go straciłam, ale bez wspomnień… Bez wspomnień straciłabym już wszystko, co mnie z nim łączy. Czemu, czemu nie chcą, aby coś, cokolwiek im go przypominało? – powiedziała rozżalona Ada.
- Nie wiem… - powiedział Michał bardzo odległym i zamyślonym głosem. – Ada, nie smuć się więcej, przecież teraz masz mnie – dodał już normalnie.
Poszli dalej. Było już ciemno, latarnie przy ulicy zaczynały się zaświecać, lecz nie było ich wiele. Stały w dużych odstępach. Ada wychodząc sama z domu o tej porze, nie czuła się bezpiecznie, lecz dziś było inaczej, szła z chłopakiem, najbliższym jej sercu. Czy uda jej się samej wyjść z domu, jak będzie zupełnie ciemno? Co jak stchórzy i będzie musiała wyjechać? Nie, wymknie się na pewno. Inaczej przecież straci na zawsze Michała, tak jak straciła brata.
- Jesteśmy już blisko. Stańmy na chwilę – powiedział Michał. – Musimy dokładniej omówić twoją ucieczkę.
- Dobrze – odpowiedziała szeptem Ada.
- Spotkajmy się pod twoim domem o trzeciej nad ranem, myślę, że to będzie idealna godzina. Masz coś przeciwko?
- Nie, to bardzo miło, że pójdziesz ze mną. Bałam się, że sama będę musiała uciekać w środku nocy. Mam nadzieję, że zdążę na trzecią. Muszę przecież napisać list pożegnalny do rodziców, zanim wyjdę. Do tego jestem jeszcze nie spakowana.
- Ja będę pół godziny przed trzecią. Nieważne, ile będę musiał czekać. I tak zostanę, dopóki  nie przyjdziesz.

Rozdział 2



Był to jeden z ładniejszych piątków października, słońce lekko świeciło, lecz można było odczuć nie wielki wietrzyk, powolnie przesuwający cudowne liście, spadające z kolorowych drzew. Można by uznać ten dzień za ideał, ale nie licząc wydarzeń mających miejsce w domu i szkole.
Ada była załamana, spacerowała wąską dróżką wśród liści mieniących się najróżniejszymi odcieniami żółci, czerwieni i brązu. Było to w parku, kilka przecznic od szkoły. Dziewczyna nie była w stanie w niej zostać, ponieważ każdy krok przywracał coraz odleglejsze wspomnienia związane z Michałem. To był dla niej koszmar. Nawet tu, w parku bezustannie o nim myślała. Ciągle przypominała sobie ich rozmowę sprzed kilkunastu minut.
Przez całą lekcję Ada z zachwytem i smutkiem zerkała na Michała, pod koniec on popatrzył na nią, lecz wtedy dziewczyna zawstydziła się i szybko zwróciła wzrok na nauczyciela. Na jej twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Mimo tego czuła się tak szczęśliwa i smutna za razem, że nawet nie da się tego opisać. Michał nigdy wcześniej nie zwrócił na nią uwagi, albo ona po prostu tego nie dostrzegała i chyba lepiej by było, gdyby tak pozostało. Wtedy może rozstanie ze szkołą nie stanowiło aż takiego problemu dla Ady. Po lekcji dziewczyna podeszła do niego i…
- Michał, teraz już wiem, że nic nie mogę stracić, mówiąc ci o tym, bo dziś jeszcze tu jestem, ale jutro, za tydzień, za miesiąc i nigdy więcej już mnie tu nie będzie. Przeprowadzam się, więc chcę, żebyś wiedział tylko to, że przez te dwa lata tylko ty się dla mnie liczyłeś i byłeś najważniejszy, jednak – Ada zaczęła cicho szlochać - jednak ty mnie olewałeś… Chcę ci powiedzieć, że podobałeś mi się odkąd cię pierwszy raz zobaczyłam, takiego uśmiechniętego i radosnego – powiedziała dziewczyna z głębi serca, po czym wybiegła ze szkoły zalana łzami.
- Poczekaj, stój!!! Nie możesz… - wołał Michał biegnąc za nią, lecz jego głos zagłuszał dzwonek, a Ada już go nie widziała. Nie mógł nic zrobić, więc zwolnił i w końcu zawrócił idąc na następną lekcję. Ciągle wyglądał za okno chcąc dowiedzieć się, gdzie biegnie Ada i czy czasem nie wraca, lecz nic podobnego nie miało miejsca.
Po szkole Michał zupełnie nie wiedział, gdzie pójść. Szukać Ady, czy dać jej spokój? Nie, przecież musi ją jeszcze zobaczyć. Sprawił jej tyle przykrości przez te dwa lata, nie mógł tego tak po prostu zostawić. Należały jej się przeprosiny i to jakie. On przecież ją kochał i to dlatego nie był w stanie się do niej odzywać. Już postanowił, poszuka jej i wyzna całą prawdę, a co jeśli zaboli ją to jeszcze bardziej? Co jeśli wtedy przeprowadzka okaże się dla niej jeszcze większym koszmarem? To nic, razem coś na to poradzą, o ile ona mu wybaczy. A co będzie dalej, co będzie, jak się nie uda i Ada się wyprowadzi, czy kiedykolwiek jeszcze ją zobaczy? Nie! Musi pójść jej poszukać i nie ma innej opcji! Na tym postanowieniu zakończyły się zagmatwane i chwiejne przemyślenia Michała. Szybko się ubrał i wybiegł ze szkoły, tłumacząc kolegom, że śpieszy mu się na trening.
-Dobrze, a gdzie teraz? – mówił do siebie po cichu. – Może poszła do… No gdzie ona mogła pójść??? A! Mam pomysł!!! A może jednak nie… - rozmyślał tak przez chwilę, aż w końcu po prostu poszedł przed siebie, z nikłą nadzieją odnalezienia Ady.
Pierwsze miejsce, do którego dotarł, to biblioteka publiczna, do której dziewczyna często chodziła, lecz tym razem jej tam nie znalazł. Później poszedł nad jezioro, ponieważ często spotykali się tam klasą i Ada mogłaby tam być, chcąc powspominać dawne, piękne chwile. Jednak tam też jej nie znalazł. Po kilku nietrafnych próbach zdał sobie sprawę z tego, że dziewczyny nie może być w miejscach, które przypominały jej szczęście, bo chce jak najbardziej odsunąć się od wspomnień. Nie chce pamiętać niczego…, niczego, co ma z nim związek. Po długich i nieudanych poszukiwaniach Michał poszedł do parku, aby pomyśleć o zdarzeniach mających miejsce tego dnia.
Szedł sobie spokojnie, z głową spuszczoną w dół, nie patrząc na nic, tylko rozmyślając. Nie wiedział nawet, w której części parku się znajduje, był pochłonięty myślami o Adzie. Otaczał go zupełnie inny świat niż w rzeczywistości. Co jakiś czas potrącił jakąś starszą panią z zakupami, czasami wchodził w małe dzieci wracające ze szkoły, kilka razy wpadł prosto pod koła roweru, ciągle się potykał o korzenie drzew wystające na ścieżkę, ale to go teraz nie obchodziło, teraz liczyła się dla niego tylko Ada, tak jak on dla niej kiedyś.
Nagle, gdy Michał wszedł w dziecko na hulajnodze i ocknął się na chwilę, usłyszał cichy szloch, dobiegający zza drzew, podszedł kilka kroków bliżej, był już pewien, że wie do kogo należy ten płacz i się nie mylił. Opierając się o drzewo, siedziała skulona i zapłakana Ada. Trzymała w rękach album ze zdjęciami klasy i mocno przytulała go do piersi. Na większości zdjęć Michał był zaznaczony czerwonym serduszkiem. Chłopak wzruszył się tym widokiem i znów, tak jak kiedyś nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Ona była taka piękna, tak delikatna, jak figurka z porcelany. Zaparło mu dech w piersiach. Podszedł tylko cicho i uronił jedną niewinną łzę, która opadła na policzek Ady. Dziewczynka nagle podniosła głowę w górę, lecz nie dostrzegła Michała stojącego za nią.
- Deszcz pada? – zapytała cichutko, swym delikatnym, pełnym wdzięku i harmonijnym  głosem.
- Nie, to ja – usłyszała za sobą. Powoli się odwróciła i spojrzała na Michała swoimi ogromnymi, lśniącymi od płaczu oczami. Miały one wyraz bardzo zdziwionych i zawstydzonych. Dziewczyna zaniemówiła, nie miała słów. Po chwili ciszy znów zaczęła szlochać, lecz Michał wziął ją w swoje ramiona.
- To wszystko moja wina – wyznał chłopak z ogromnym żalem w głosie. – Przepraszam, że przeze mnie musiałaś tyle cierpieć. Przepraszam, że tylko do ciebie nic nie mówiłem, ale coś nie pozwalało mi się odezwać. Na początku nie wiedziałem dlaczego, lecz z czasem zrozumiałem, że coś nas łączy, to nie mógł być przypadek. Ja nie chciałem, nie chciałem cię zasmucać, proszę wybacz mi…
- Już cicho, nic nie mów… – odrzekła Ada spokojnym, głębokim głosem, pochodzącym prosto z serca. – Popatrz, ile miłość może nieść ze sobą bólu, jak potrafi ranić. Czyż ona nie jest od tego, aby czynić człowieka szczęśliwym?
- Nie martw się, już wszystko będzie dobrze – chciał ją pocieszyć Michał, lecz sam mówił to z nieukrywanym smutkiem.
- Michał, to nie o to chodzi, muszę się wyprowadzić i od tego już niema ratunku, rodzice nie zgodzą się, żebym została… - powiedziała dziewczynka i znów zaczęła cichutko płakać. Jej płacz wydawał się dla Michała być najpochmurniejszą melodią świata, której wolałby już nigdy nie słyszeć.
- Nie płacz, coś na to poradzimy. Nie można być źle nastawionym do świata – powiedział, choć sam nie był dobrej myśli. Co robić??? – nieustannie powtarzało się w jego myślach. Musi coś wymyślić, ale co?
- Michał… Michał, ty już nic na to nie poradzisz… Życie jest takie smutne… Dlaczego??? – dziewczynie cichutko i wciąż łkając udało się wydusić te słowa.
- Nie, nie musi być takie. My możemy wszystko zmienić… Nie, nie odejdziesz, zostaniesz tu, ze mną. Choćby nie wiem co, nie pozwolę ci… Nie możesz… - powiedział Michał z żalem wpatrując się w zapłakane oczy Ady. Co on mógł zrobić?
Nastała chwila zupełnej ciszy, którą przerywał tylko lekki szelest liści. Obaj nie wiedzieli, co powiedzieć. Stali zupełnie sami na środku parku, nikt ich nie widział. Ada wtulona w szerokie ramiona Michała. Dziewczyna po chwili uspokoiła się, przestała płakać. Miała pomysł… Jaki? To wiedziała tylko ona…