Szukaj na tym blogu

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 6

      Ada obudziła się. Była w lepszym  humorze, niż przed dzień, lecz i tak nie czuła się najlepiej. Było jej gorąco, szybko  zdjęła z siebie koce i zobaczyła śpiącego Michała. Wyglądał masakrycznie. Był wciąż cały przemoczony i leżał na wilgotnej ziemi, dygotał z zimna.
       -Ach... - westchnęła cicho dziewczyna i podeszła do Michała, wyglądającego teraz jak mały, bezbronny chłopiec. Przykryła go jednym z kocy leżących wcześniej na niej.
      -Dziękuje mamo... - powiedział nieświadomie przez sen chłopak. Ada tylko zaśmiała się cicho, ale przypomniawszy sobie rodziców natychmiast posmutniała. Myśli z poprzedniej nocy, a właściwie rana, powróciły.
       Czy jej rodzice wiedzieli już, że uciekła? Chcąc znaleźć odpowiedź na to pytanie, sięgnęła do kieszeni po telefon. Nie było żadnej wiadomości, ani nieodebranego połączenia. To dobrze... Jeszcze nie wiedzą. Zablokowała klawiaturę na telefonie i odruchowo popatrzyła na pusty ekran. Przestraszyła się swojego odbicia i z wrażenia upuściła telefon. Dość głośno upadł on na ziemię. "Uff..." - pomyślała, gdy zobaczyła, że Michał wciąż słodko śpi. Na szczęście sie nie obudził... 
       Dziewczyna przypominając sobie jak przerażająco wygląda, poczuła również, że śmierdzi. Natychmiast wyjęła z torby bieliznę i ręcznik, po czym zlokalizowała mały strumyk, w którym bawiła sie jak była jeszcze małym dzieckiem. Chciała natychmiast poprawić swój wygląd, więc szybko się umyła.
      Ubrania z poprzedniego dnia rzuciła na ubłoconą ziemię, a zaś te, które miała ubrać, delikatnie położyła na płaskim głazie, który wydawał się być najczystszym i najsuchszym miejscem w okolicy. Dziewczyna weszła do lodowatej wody. Temperatura jednak nie miała dla niej większego znaczenia, gdyż wciąż nie mogła wybaczyć sobie tragicznego wyglądu.
       - No nie... - powiedziała sama do siebie, zauważając, że zapomniała płynu do mycia. Owinęła się ręcznikiem i z nadzieją, że Michał jeszcze śpi, poszła na polankę. Ucieszyła się widząc chłopaka z zamkniętymi oczami, zwiniętego w kłębek, mruczącego coś cicho pod nosem. Spał, na pewno... 
       Dziewczyna szybko wzięła to, po co poszła i w błyskawicznym tempie znalazła się z powrotem w strumyku. Teraz, nie wiadomo dlaczego woda wydawała jej się przyjemna i orzeźwiająca, choć jej temperatura w rzeczywistości pozostała taka sama jak wcześniej. Po dziesięciu minutach dziewczynka była umyta. Dopiero teraz zauważyła, że na dworze nie jest bardzo ciepło i nie powinna wchodzić do tak zimnej wody. Włożyła bieliznę najszybciej jak umiała, odwróciła się i chciała biec, aby się ubrać, ale...
Zobaczyła Michała, po przeciwnej stronie strumyka. Szedł powoli w jej stronę, z uśmiechem na twarzy.
       - Ada! W końcu cię znalazłem. Martwiłem się, nie wiedziałem, gdzie jesteś... N...N... - zmieszał się, kiedy zobaczył, że dziewczyna jest w samej bieliźnie. - Nie idź nigdzie, zanim mi nie powiesz - wykrztusił. kiedy był już w stanie się odezwać.
       Ada była równie zmieszana. Nie wiedziała, co robić. Miała nadzieję, że zdąży wrócić, póki chłopak będzie jeszcze spał. Stała tak w bezruchu i z tępą miną na twarzy gapiła się na Michała.
       - Przepraszam, naprawdę nie chciałem - usłyszała po chwili słowa niesfornie wydobywające się z ust chłopaka, tak jakby dopiero uczył się mówić.
       - N...N...Nic się nie stało - wyszeptała dziewczynka wciąż patrząc na Michała, który się odwrócił i powoli odchodził. - Michał! To nie w tą stronę... - powiedziała trochę głośniej, zauważając, że chłopak idzie w złym kierunku.
       Michał odwrócił się i równie powoli jak wcześniej zmienił kierunek marszu. Był zarumieniony i zmieszany.
       - Ada, ja... ja...ja naprawdę nie chciałem przyjść w t... takiej chwili, ale się martwiłem... - zaczął tłumaczyć Michał jąkając się.
       - Masz szczęście, że nie przyszedłeś wcześniej, bo wtedy, to by ci się dostało! - powiedziała Ada, po czym zaczęła się śmiać. Michał przyłączył się do niej.
       - Nie jest ci zimno? - zapytał po chwili.
       - Nie, nie, przecież to tylko jesień, a ja jestem w samej bieliźnie. - powiedziała Ada ironicznie, po czym oboje wybuchli śmiechem. Michał podał jej swoją bluzę z poprzedniego dnia, w której wciąż był. Ona jednak nie chciała jej założyć i chichocząc kłóciła się z chłopakiem.
       Jakże inaczej wyglądali, niż poprzedniej nocy. Wciąż się śmiali, jakby odrzuciwszy problemy na bok, cieszyli się każdą chwilą spędzoną razem. W końcu doszli do polany. Ada pobiegła do torby i wyciągnęła z niej ubrania będące na wierzchu i szybko zarzuciła je na siebie. Uff... poczuła ulgę, kiedy zrobiło jej się ciepło. Michał patrząc na nią, wciąż wyobrażał sobie, że ma na sobie samą bieliznę, ale rumieńce zeszły z jego twarzy i nie czuł się już tak zmieszany. Wiedział, że powinien wracać do domu, ale nie chciał zostawiać Ady samej w środku lasu, lecz jego niepewność natychmiast rozwiała dziewczyna.
       - Michał wracaj już lepiej do domu, bo twoi rodzice zauważą, że cię nie ma. O mnie się nie martw, przecież wiesz, że znam to miejsce dużo lepiej od ciebie - powiedziała Ada. - No właśnie... Czy jesteś pewien, że potrafisz wrócić?
       - Tak, tak, na pewno trafię do domu - powiedział chłopak, nie chcąc dodawać dziewczynie więcej zmartwień.
       - To do zobaczenia Michał. Przyjdziesz tu jeszcze, prawda? - powiedziała Ada nagle smutniejąc.
       - Oczywiście, o to się nie martw. Przyniosę ci nawet coś ciepłego na obiad! - Michał powiedział pewny siebie, oddalając się.
       Chłopak szedł przed siebie. Nie wiedział, gdzie jest, ani w którą stronę ma iść do domu, ale był uradowany tym, że mógł uszczęśliwić osobę tak bliską jego sercu. Oddalał się coraz bardziej od polany, wyszedł z lasu i szedł... szedł coraz dalej...

piątek, 7 lutego 2014

Aktualizacja

Taka mała "aktualizacja" - będę dodawać posty w każdy weekend, a jeżeli nie będę dała rady to was o tym poinformuję.
Buziaczki ;***

czwartek, 6 lutego 2014

Przeprosiny

Bardzo wszystkich przepraszam za tak długą nieobecność. Powiem szczerze i otwarcie - po prostu nie miałam ochoty kontynuować pisania tej książki przez to co się ostatnio u mnie dzieje. Ale nie poddałam się :) Teraz wracam do was, aby pokazać wam dalsze losy bohaterów :D

Rozdział 5

       Dziewczyna rzuciła kartkę na wycieraczkę, otworzyła drzwi i biegła... Biegła, wciąż dalej... dalej... i dalej. Z jej oczu, na suchy asfalt spływały łzy. Łzy, których nie mogła powstrzymać...
      Wykończona płaczem i wysiłkiem, stanęła na środku drogi, oparła ręce na zgiętych kolanach, uspokoiła się na chwilę, ale znów zaczęła szlochać. Michał stał tuż obok niej, przytulił ją i szli dalej, teraz już wolno, spokojnie...
       Zaczął kropić deszcz, lecz oni nic sobie z tego nie robili. Szli dalej. W końcu... W końcu doszli. Ada zmęczona bezsenną nocą bezwładnie opadła na wilgotną ziemię. Była tak szczęśliwa i zasmucona za razem, że trudno było w to uwierzyć. Michał usiadł koło niej, zmęczona wyglądała jeszcze bardziej uroczo... Siedzieli tak, w lekkim świetle wschodzącego słońca. Nie odzywali się do siebie, nie wiedzieli co powiedzieć. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Po ich twarzach spływały lśniące krople porannego deszczu. Michał przytulił Adę i przytrzymując ją za ramiona postawił przed sobą.
      - Ja nigdy cię nie zostawię. Nie ważne, czy będziesz  tego chciała czy nie, zawsze będę przy tobie i będę się o ciebie troszczył. Nigdy nie zniknę z twojego życia - powiedział chłopak zdecydowanie, z powagą na twarzy. Bez dwóch zdań było widać, że naprawdę bardzo mu zależy. Ada przytuliła go z całych sił i szlochała - nie wiadomo, czy ze wzruszenia, radości, czy przez jej niepewność.
       - Dz... dz... dziękuję Michał - po pewnym czasie udało jej się wydusić bardzo cichym i kruchym głosem. - Przepraszam - dodała po chwili. - To wszystko moja wina. Gdyby nie ja, nie mój egoizm, to teraz byś się nie martwił, to nie tak miało być... - powiedziała, po czym znów zaczęła szlochać.
       - Ada, już cicho. To nie twoja wina - chłopak ją uspokoił, zbliżył się do niej i pocałował ją w policzek. Ada patrzyła na niego swoimi ogromnymi oczami, wciąż mokrymi od płaczu. Była zaskoczona, ale tak bardzo szczęśliwa... Aż trudno to opisać. - Ja jestem szczęśliwy, mogąc widzieć ciebie, bo jesteś kobietą mojego życia.
       Ada wtuliła się mocno w Michała, nie wiedząc, jak ma mu podziękować za te słowa. Już nie płakała. Zapomniała o rodzicach, jej jedynym marzeniem było zostać z chłopakiem jak najdłużej. Do końca tego, nic wcześniej nie wartego życia. 
       Wzeszło słońce, na trawie i delikatnych listkach kwiatów widać było poranne krople rosy, które emanowały spokojem. Ada powoli zasypiała. Była wyczerpana poprzednim dniem. A co, jeżeli jednak źle postąpiła? Co, jeżeli powinna zostać? Co z rodzicami, jak zareagują na stratę drugiego dziecka?
       Te pytania dręczyły dziewczynę i nie pozwalały jej zasnąć. Mimo wszystko, zmęczenie okazało się silniejsze. Ada po chwili zasnęła w objęciach Michała. Chłopak delikatnie przełożył ją na okrytą ziemię, zdjął z niej przemoczony płaszcz i opatulił w koce, aby nie było jej zimno. Co prawda dzień zapowiadał się dość ciepły, ale Michał nie chciał ryzykować zdrowia ukochanej osoby.
       Kiedy Ada spała, chłopak siedział koło niej i z niedowierzaniem się jej przyglądał. Była taka piękna i taka delikatna. Kto by przypuszczał, że w życiu już tyle przeszła. Michał był zrozpaczony tym, że on ją dodatkowo ranił. Chciał jej to wynagrodzić, ale nie potrafił... Nie wiedział jak...
     Po chwili i jego zmożył sen. Ta bezradność go wykańczała. Nie wiedział co dalej. Nie wiedział nawet co robić, jak Ada się obudzi. Nie będzie mógł być z nią cały czas, bo będzie przecież musiał w końcu wrócić do domu. Myśląc nad tym zasnął. 

niedziela, 3 listopada 2013

Już 100 wyświetleń!!! Dziękuję wam :D Jutro pojawi się 5 rozdział ;* całuski dla wszystkich, którzy czytają ;p

poniedziałek, 21 października 2013

Rozdział 4



            Wybiła północ, Ada leżała w łóżku udając, że śpi. Wpatrywała się w zdjęcie rodziców, nie wiedziała, kiedy ich następnym razem spotka. Za kilka dni… tygodni… miesięcy…
Dziewczyna nie mogła się na niczym skupić, była tak przejęta i zasmucona, że nie wiedziała, co robić. Rodzice jeszcze nie spali, więc nie mogła wstać. Leżała tylko jak przykuta do łóżka. Teraz wszystko wydawało jej się obojętne. Czy życie ma jakikolwiek sens? O co w nim właściwie chodzi? Zadawała pytania sama sobie.
Nagle światło zgasło… Rodzice Ady poszli spać. Jeszcze kilka minut… I dziewczyna będzie mogła wstać, napisać list, dokończyć pakowanie i wyjść… na długo, uciec…  Jaki jest sens w tym wszystkim? Przecież oni i tak ją znajdą… Po tym, jak zaginął Bartek nie dadzą jej spokoju – te myśli wciąż krążyły dziewczynie w głowie, chociaż próbowała je powstrzymać. Nie może się poddać! Przecież wtedy wszystko przepadnie! Ten ból, który musiała znosić przez dwa lata ma pójść na marne? Nie! Musi uciec! Już nie ma odwrotu – tak zdecydowała, po czym wstała z łóżka i zaczęła się pakować.
Nie za bardzo wiedziała, co ma ze sobą zabrać. Zaczęła od koca i poduszki, która była przesiąknięta od jej łez. Wsadziła do plecaka jeszcze ulubionego pluszowego kotka, kilka książek, latarkę, parasol, część ubrań… No właśnie! A gdzie spakować resztę ciuchów? – pomyślała i po chwili wolnym i bezszelestnym krokiem zeszła na dół. Z szafy wyjęła jeszcze dwie duże torebki i poszła na górę, teraz nie zwracając już  takiej uwagi na ciszę. Jej rodzice na pewno spali.
Do pierwszej torby spakowała te ubrania, które nie zmieściły się w plecaku. Niestety wtedy była już całkowicie zapchana, więc trzeba było przejść do pakowania drugiej. Do tej torebki wsadziła zapałki i zapalniczkę do rozpalania ogniska na polanie. Dorzuciła też telefon, no i oczywiście klucze. O czym zapomniała? Zupełnie nie miała pojęcia… O nie! Już druga trzydzieści, musi się pośpieszyć. Wyjrzała przez okno, widać było zbliżającego się Michała. Przyszedł… przyszedł zgodnie z tym, co mówił – pół godziny wcześniej… Ona nie była jeszcze w ogóle gotowa! Szybko, musi się pośpieszyć!
Adzie zrobiło się strasznie głupio, że Michał stoi sam na polu, pewnie marznie… Szybko pobiegła na dół i otworzyła drzwi.
- Michał! Chodź, musisz mi pomóc! Jestem jeszcze niegotowa! – zawołała dziewczyna przez szeroko otwarte drzwi.
- Dobrze, już dobrze. Możemy wyjść nawet o piątej nad ranem… - zaczął mówić chłopak lecz Ada mu przerwała.
- Nie… nie możemy. Wtedy nie dążysz wrócić do domu, zanim twoi rodzice nie wstaną, a wtedy…Wtedy wszystko pójdzie na marne.. Wszyscy się dowiedzą… - powiedziała dziewczyna stanowczym, lecz również niepewnym głosem.
- O to się nie martw, dziś jest przecież sobota. Moi rodzice wstają zawsze po tym, jak wyjdę z domu. Nie zauważą, że nie ma mnie od kilku godzin. A… właśnie, mam coś dla ciebie! – pocieszył ją Michał, a mówiąc o niespodziance sam się rozchmurzył. Z małego plecaczka, który miał ze sobą wyjął przenośną ładowarkę do telefonu. Było to nie duże czarne pudełeczko, z wystającym kablem. – Myślę, że ci się może przydać. W tej skrzynce są baterie, które ładują się od słońca. Nie wiedziałem, co jeszcze mogę ci dać, ale jak będziesz  czegoś potrzebować, to powiedz.
- Dziękuję Michał, jesteś taki kochany. Mam nadzieję, że już nic więcej nie będę potrzebować, bo spakowałam plecak i dwie torby. Wciąż mam jednak wrażenie, że o czymś zapomniałam…
- Pokaż, co wzięłaś, może wtedy coś przyjdzie mi do głowy – chciał pomóc chłopak. Ada nie odmawiając poprosiła go, aby poszedł z nią na górę do jej pokoju. Dała mu plecak i dwie torby. – O, widzę, że jesteś już porządnie spakowana. Tak na pierwszy rzut oka, wydaje mi się, że nie wzięłaś jedzenia i picia.
- Och, jak dobrze, że mi przypomniałeś, zupełnie zapomniałam… Jak to ja… Nigdy nic nie umiem porządnie zrobić. O nie! Jest już wpół do czwartej!  Muszę szybko napisać list pożegnalny. Przecież nie mogę odejść bez żadnej wiadomości… Michał, a co, jak to wszystko nie wyjdzie? Co, jeżeli rodzice mnie znajdą? – powiedziała Ada ledwo powstrzymując się od płaczu.
- Nawet tak nie mów, wszystko się uda. Ja zabiorę dla ciebie jakieś jedzenie, a ty pisz list. Tak będzie szybciej.
- Dobrze – odparła cicho i posłusznie dziewczyna.
„Drodzy rodzice, chciałam was przeprosić za moje zniknięcie…” – zaczęła pisać, lecz stwierdziła, że to nie ma sensu. Skreśliła wszystko i zaczęła od początku: „Mamo, tato, nawet nie próbujcie mnie szukać, bo i tak mnie nie znajdziecie. Nie chcę przeprowadzki, to dla mnie za duży ból. Może teraz to zrozumiecie, bo wcześniej nie mogliście tego pojąć…” – to też uznała za złe. Skreśliła i zaczęła od początku. Po kilku nieudanych próbach do pokoju wszedł Michał. Spytał Ady, czy już udało jej się napisać pożegnanie. Ona prawie z pogardliwym uśmiechem pokazała mu całą pokreśloną kartkę. Wciąż nie miała pomysłu, jak napisać do rodziców. Nie chciała ich bardzo zranić, ponieważ wiedziała, że chcą się przeprowadzić ze względu na smutek i ból, który przywołują wspomnienia. Nie chciała ich smucić jeszcze bardziej, ale co miała zrobić? Oni jej nie rozumieli…
Michał pomógł dziewczynie w pisaniu listu do rodziców. Jego ostateczna forma wyglądała tak:
„Kochani rodzice.
Wiem, że nie ocenicie mojej decyzji dobrze, jednak nie miałam wyjścia, musiałam uciec. Nie chcę się przeprowadzać, to dla mnie zbyt duży ból, utrata zbyt wielu cennych osób i wspomnień. Wy tego nie rozumiecie. Nie dostrzegacie we wspomnieniach pozytywnych cech. Dla mnie są one jedyną pamiątką po Bartku i w przeciwieństwie do was, nie chcę ich stracić. Nie wiem, dlaczego mnie nie rozumiecie. Wspomnienia nie przynoszą przecież tylko bólu, możemy z nich czerpać radość i czuć, że osoba, którą wspominamy jest przy nas. Mam nadzieję, że teraz już mnie zrozumieliście, szkoda tylko, że nie mogliście tego pojąć od razu. Nawet nie próbujcie mnie szukać, bo na marne spędzicie wiele godzin. I tak mnie nie znajdziecie. Może wrócę… kiedyś… Kiedyś, jak dowiem się, że rezygnujecie z opuszczenia tego miejsca i nie zmienicie tej decyzji. Nie martwcie się o mnie. Poradzę sobie sama z życiem. Poznałam kogoś, kto przypomina mi starszego brata. On mi pomoże.
Ostatni raz całuję i uściskam:
Wasza Ada”


Pisząc ten list dziewczyna szlochała, zadając sobie wciąż pytania: Czy się uda? Co jak rodzice ją znajdą? A jak nic nieprzewidywanego się nie stanie, to czy już nigdy ma ich nie zobaczyć? Myślała tak i myślała, ale Michał jej przerwał.
- Ada, przykro mi to mówić, ale jest już za piętnaście piąta. Musimy za chwilę iść… - powiedział z zakłopotaniem.
- Prze… prze… przepraszam, zapomniałam – powiedziała dziewczyna usiłując zahamować łzy spływające jej po policzkach.
- Przecież to nie twoja wina, za co mnie przepraszasz? Lepiej się pozbieraj i chodźmy, zanim twoi rodzice się nie obudzą.
- Dobrze, już idę – powiedziała Ada cichutko i nadzwyczaj posłusznie.
Dziewczyna zarzuciła na ramiona plecak, wzięła list do ręki i… i pobiegła. Michał wziął dwie torby i biegł za nią. Po co się tak śpieszyła? Nie wiedział i nawet nie pytał…
 

sobota, 12 października 2013

Rozdział 3



Ada pośpiesznie oderwała się od Michała i pobiegła, lecz teraz już nie była smutna i zalana łzami, tylko niemalże uśmiechnięta. Za nią biegł Michał, nie wiedział, gdzie i po co, lecz nie chciał znów słyszeć jej płaczu.
- Ada! Zaczekaj! – krzyczał za nią, lecz ona go nie słuchała i biegła dalej. – Gdzie biegniesz? – nie ustępował chłopak.
- Zobaczysz!!! – odpowiedziała nie ukrywając entuzjazmu.
- Ach… - mruknął pod nosem Michał.
Obaj biegli wciąż przed siebie, przebiegli cały park, a potem skręcili w prawo, kilka uliczek później w lewo. Gdzie byli? Czy Ada wie, jak wrócić? Dziewczyna nie miała już siły, więc zwolniła na chwilę i usiadła na ławce. Czy na pewno wiedziała, co robić? Już nie była taka szczęśliwa, nagle spod jej powiek wypłynęła łza, potem druga, trzecia, aż w końcu znów płakała.
- Co się stało… - zaczął pytać Michał, lecz Ada mu przerwała.
- Nic, nie pytaj, chodźmy dalej – powiedziała swoim delikatnym i kruchym głosem. Po czym wstała i poszła, spoglądając wciąż na ławkę, na której wcześniej siedziała, tak, jakby usiłowała coś sobie przypomnieć. Nie była w stanie pohamować łez spływających po jej policzkach. Coś było nie tak, przecież przed chwilą była jeszcze taka szczęśliwa… Michał wziął ją za rękę i odtąd szli razem. Ada powoli dochodziła do siebie, ale co się stało? Dlaczego znów zaczęła płakać? Nawet Michał nie mógł się domyślić.
- Czemu wcześniej płakałaś? Co się stało? – spytał chłopak, gdy Ada przestała szlochać.
- Nic… Nic ważnego, to… To tylko wspomnienia… - powiedziała ze smutkiem w głosie, po czym dodała, prawie płaczem – Michał, a co, jak się nie uda? Jak i tak się przeprowadzę…
Przystanęli na chwilę.
- Już cicho, wszystko będzie dobrze, nie martw się – powiedział Michał, kładąc rękę na policzku Ady.
Poszli dalej. Teraz w zupełnej ciszy. Nikt się nie odzywał, ulica była pusta. Po chwili zaczął padać deszcz, lecz oni nie zwracając na nic uwagi szli i szli, coraz dalej. Nie śpieszyli się, teraz czas nie był ważny. Liczyło się tylko to, aby plan przyniósł oczekiwane skutki. Plan, który znała tylko jedna osoba…  W końcu dziewczyna odezwała się.
- Już jesteśmy na miejscu. To jedyne miejsce, którego nikt prócz mnie nie zna. Zawsze przychodziłam tu, gdy coś mi nie wychodziło, lub byłam zasmucona, tak jak teraz, ponieważ tylko tu mogłam liczyć na zupełną ciszę i spokój – powiedziała Ada melancholijnym głosem.
- I co zamierzasz zrobić? – spytał Michał z podziwem oglądając otoczoną lasem, piękną, choć nie dużą łąkę. Na środku rosło kilka drzew. Na największym znajdował się prymitywny domek, a w zasadzie tylko malutka platforma z kilku zbitych desek. – Sama znalazłaś to cudowne miejsce?
- Tak, inaczej nie byłoby tu tak cicho i spokojnie, bo inni też by wiedzieli o jego istnieniu. Kiedyś, gdy byłam mała, starszy brat zabierał mnie często do tego lasu, pewnego razu zgubiłam się, miałam chyba sześć lat. Odnalazłam to miejsce, lecz wciąż nie wiedziałam, jak wrócić do domu. Potem usłyszałam, jak on mnie woła, bez zastanowienia pobiegłam w stronę, z której dobiegał głos. Znalazłam ścieżkę, lecz Bartka, bo tak miał na imię, już tam nie było i nigdy więcej go nie widziałam… - zaczęła mimowolnie szlochać, jej głos zamienił się w tak kruchy, cichy i smutny, jak nigdy dotąd.  – Wielokrotnie wychodziłam sama z domu, aby go poszukać, ale… A…a… ale… To na nic. Nie znalazłam go… Potem przypomniałam… Przypomniałam sobie to miejsce… Znalezienie go zajęło mi bardzo dużo czasu, lecz… lecz było warto. Teraz, ilekroć tu przychodzę, wydaje mi się… że mój ukochany brat tu jest i chce mnie pocieszyć… - w końcu nie mogła się powstrzymać i wybuchła płaczem.
- Nie płacz już, wszystko będzie dobrze, poukłada się… - powiedział Michał, przytulając Adę.
- Michał, ty… ty mi go tak bardzo przypominasz… - odezwała się dziewczyna sprawiając wrażenie tak słabej i bezbronnej, że oczy chłopaka stawały się coraz wilgotniejsze. – Nie mogę, nie mogę stracić jeszcze ciebie – Ada szepnęła mu do ucha bardziej stanowczym głosem.
Michał postawił dziewczynę prosto przed sobą, patrzył jej głęboko w oczy, a ona odwzajemniała to spojrzenie.
- Nie stracisz mnie, nawet, gdybyś miała pojechać na drugi koniec świata, ja i tak będę z tobą. Jak nie uda ci się zostać, odnajdę cię, mimo wszystko – Ada zaczęła płakać, lecz nie z żalu, tylko ze wzruszenia. Brat mówił jej to samo, jak była mała, lecz jemu nie udało się dotrzymać obietnicy. Czy Michałowi się to uda? Czy jego też ma stracić? W jej głowie w ciągu zaledwie kilu sekund przebiegło tyle myśli, że zatoczyła się lekko i upadła na ziemię. Michał pomógł jej wstać.
- Co się stało? – zapytał. – Może jest ci zimno, albo jesteś głodna, przecież prawie nic dziś nie jadłaś – powiedział, po czym wręczył swój płaszcz dziewczynie. – Lepiej już chodźmy, kupię ci coś do jedzenia. – Po drodze opowiesz mi jaki masz plan.
Chłopak wziął Adę na barana i poszedł. Czy na pewno wiedział jak wrócić? Nie, lecz wiedział, że idzie w dobrą stronę, nie znał dalszej drogi, ale i tak szedł, szedł coraz dalej. Bolały go plecy, nie wiedział, gdzie jest. Skręcił, czy idzie w dobrą stronę? Teraz już tego nie wiedział.
- Czy mogę zejść? – ku zdziwieniu Michała, odezwała się cicho dziewczyna. – Pomyliliśmy drogę, choć za  mną.
- Dobrze, przepraszam – westchnął chłopak.
Ada szła przodem, oddała już płaszcz Michałowi, widząc, że on marznie. Szła z niezwykłą pewnością siebie. Jej kroki wydawały się być tak lekkie, jakby leciała nad ziemią. Michał nie mógł się jej napatrzeć. Była taka piękna. Podszedł do niej i chwycił ją za rękę. Dalej szli razem.
- Czy powiesz mi, co zamierzasz zrobić, aby nie wyjechać?
- Tak, oczywiście, przepraszam, że zapomniałam. Pomyślałam sobie, żeby wymknąć się jutro z domu i ukryć się na jakiś czas na tej polanie lesie, którą ci pokazywałam. Tam jest mi dobrze, czuję, że mój starszy brat jest ze mną i chce dla mnie jak najlepiej. Ciągle, gdy zamknę tam oczy, to go widzę – powiedziała dziewczyna, której znów zanosiło się na płacz.  – Wiesz, dlaczego płakałam, gdy wstałam z ławki? – dodała po chwili, jak udało jej się uspokoić.
- Nie, nie wiem – odparł Michał.
- To dlatego, że przypomniałam sobie, jak wygłupiałam się tam z Bartkiem – mimo woli lekko się uśmiechnęła. – Było to w ostatni dzień, kiedy go widziałam – powiedziała, po czym znów posmutniała.
Michał się już nie odezwał, nie wiedział, co powiedzieć. Ada musiała tyle wycierpieć w życiu, a on wcześniej ranił ją jeszcze bardziej. Teraz już się nie dziwił, dlaczego tak często się rozklejała. Nagle ni z tego, ni z owego powiedział:
- To ze względu na twojego brata, rodzice chcą wyjechać?
- Tak. Oni nie wiedzą… Nie wiedzą, że wspomnienia mogą także rozweselać. Chcą się wyprowadzić, żeby zapomnieć… Zapomnieć o tym bólu, który ich dręczył po zaginięciu Bartka. Mnie też boli to, że go straciłam, ale bez wspomnień… Bez wspomnień straciłabym już wszystko, co mnie z nim łączy. Czemu, czemu nie chcą, aby coś, cokolwiek im go przypominało? – powiedziała rozżalona Ada.
- Nie wiem… - powiedział Michał bardzo odległym i zamyślonym głosem. – Ada, nie smuć się więcej, przecież teraz masz mnie – dodał już normalnie.
Poszli dalej. Było już ciemno, latarnie przy ulicy zaczynały się zaświecać, lecz nie było ich wiele. Stały w dużych odstępach. Ada wychodząc sama z domu o tej porze, nie czuła się bezpiecznie, lecz dziś było inaczej, szła z chłopakiem, najbliższym jej sercu. Czy uda jej się samej wyjść z domu, jak będzie zupełnie ciemno? Co jak stchórzy i będzie musiała wyjechać? Nie, wymknie się na pewno. Inaczej przecież straci na zawsze Michała, tak jak straciła brata.
- Jesteśmy już blisko. Stańmy na chwilę – powiedział Michał. – Musimy dokładniej omówić twoją ucieczkę.
- Dobrze – odpowiedziała szeptem Ada.
- Spotkajmy się pod twoim domem o trzeciej nad ranem, myślę, że to będzie idealna godzina. Masz coś przeciwko?
- Nie, to bardzo miło, że pójdziesz ze mną. Bałam się, że sama będę musiała uciekać w środku nocy. Mam nadzieję, że zdążę na trzecią. Muszę przecież napisać list pożegnalny do rodziców, zanim wyjdę. Do tego jestem jeszcze nie spakowana.
- Ja będę pół godziny przed trzecią. Nieważne, ile będę musiał czekać. I tak zostanę, dopóki  nie przyjdziesz.